niedziela, 30 czerwca 2013

                                                                      ****
Gdy otworzyłam oczy,zobaczyłam inną dziewczynę.Na górze miała gładkie włosy,a na dole miała lekkie loki.Podobała mi się ta fryzura.



Ja:Dziewczyny,jesteście kochane.
Przybiły sobie piąteczkę.
Cami:Trzeba cos z tym zrobić-powiedziała dotykając Franceski włosów.
Fran:O nie...
Ja:Zamkniesz oczy i będzie po wszystkim.
Fran:Ok,ale ...bądźcie ostrożne.
Zrobiłyśmy jej włosy lokówk.Kiedy otworzyła oczy:
-Dziewczyny!Och.... Napo mnie nie pozna...

sobota, 29 czerwca 2013

Komentujcie,czy Wam się podoba.

Cami:Ja chcę pierwsza!Violu,Fran,umyjecie mi włosy?Trzeba spróbować nowych stylizacji.
Po umyciu Camili włosów,wzięłyśmy wszystkie lustra znajdujące się w pokoju.Jej włosy były takie "na afro". Chciałyśmy to zmienić, więc zabrałyśmy prostownicę-naszą tajną broń.Zaczęłyśmy prostować jej włosy,lecz to nic nie dało.Nadal się lokowały.Wpadłam na pomysł,żeby pożyczyć od mamy prostownicę.Ona ma taką dużą,że od razu by się wyprostowały.Powiedziałam to Francesce na uchZgodziła się.
Ja:Cami,za chwilkę wrócimy.
Cami:Ale gdzie idziecie?
Fran:Po specjalny przyrząd do twoich włosów.
Cami:Ale szybko wracajcie.
Ja:Postaramy się-powiedziałam,puszczając oczko do Fran.
Kiedy weszłyśmy do pokoju mamy (nigdy tam nie byłam) szczęka nam opadła.Były tam piękne,kremowe ściany,a na nich wisiały obrazy mojej mamy,jak,jak...śpiewa na festiwalach,w operze. Łóżko było takie duże, z jasnozieloną pościelą.Toaletka była duża,z pięknym,dużym lustrem.Rama lustra,była ozdobiona perełkami. Ocknęłam się ,gdy usłyszałamkroki mamy,zmierzające do sypialni.
Ja:Fran,musimy się gdzieś schować.
Fran:Chodźmy do tej szafy.
Ja:Szybko!
Gdy weszłyśmy do szafy,było tam tak jasno,tak ślicznie,były tam wspaniałe sukienki.Skąd je znam?Ach tak!Ze zdjęć,które wiszą w pokoju.Nagle usłyszałam ,jak mama wchodzi do pokoju,do łazienki.Po 3 minutach,jak mama wyszła my też wyszłyśmy.Łazienka również była piękna.Cała wypełniona perłami.Wzięłam prostownicę i szybko wyszłyśmy.
Cami:No gdzie wy byłyście?
Nic nie mówiłyśmy,tylko zaczęłyśmy zajmować się jej włosami.Po skończonej pracy wniosłyśmy lustra do pokoju.
Cami:Co wyście mi zrobiły?!Wyglądam jak,wyglądam jak...nie Camila.
Ja:To może ...Wertep?
Fran:Odbiło ci.
Ja:No chyba tobie Fran..klinie.Mogę teraz ja?
Cami:Tak,przynajmniej gorąco ci się odpłacę.
Fran:

środa, 26 czerwca 2013

Komentujcie!!

Wszystkie zaczęłyśmy piszczeć.
Ja:Opowiadaj,jak było?
Camii:Co Ci kupił?
Fran:No więc po zajęciach poszliśmy do parku.Tam czekał na nas piknik bez jedzenia.Ale na miejscu posiłku były...nasze wszystkie wspólne zdjęcia.Oglądaliśmy je chyba z godzinkę,dwie.Potem poszliśmydo tej nowej restauracji "Serduszko"  i usiedliśmy na tym sercu,na górze!
Ja:Nie żartuj!Przecież to drogie.
Fran:No wiem!Zaczęliśmy tańczyć do wolnej muzyki.Potem uklęknął i dał mi bransoletkę z sercem i na tym sercu były wypisane nasze inicjały!Na koniec odprowadził mnie do domu i na pożegnanie dał mi buziaka.
Zaczęłyśmy wszystkie pisczeć,aż mama zawołała:
-Dziewczynki,możecie być ciszej?
Zaczęłyśmy się śmiać na maxa!
Ja:Teraz ty opowiadaj, Camilo.Przecież ty też miałaś rocznicę.
Fran:No właśnie,opowiadaj.
Camii:Nie będę was zanudzać.
Ja:Camilo Torres,opowiadaj!
Camii:Ok.No więc.Po zajęciach poszłam do domu.Jakoś godzinę później Maxi po mnie przyszedł i razem poszliśmy do oarku,ale do tego z dwoma fontannami.Zobaczyłam,że stoją tam dwa białe konie z karocą!Okazało się,że to nasze!Zabrał mnie na przejażdżkę karocą!!To było takie romantyczne!Karoca dojechała na tą łączkę na górze i akurat był zachód słońca!Ochhhhhhhhh...Przeżyłabym to jeszcze raz!
Zauważyły,że jestem rozmarzona.
Fran:Violu,ty też musisz mieć chłopaka.Może ci znajdziemy,co?
Ja:Nie,wolę być sama.
Camii:No weź,tak fajnie mieć chłopaka.
Ja:Nie jestem gotowa.
Fran:Co robimy teraz?Już 20:15?!
Ja:No to może zakład fryzjerski?W Australii muszę pięknie wyglądać!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Fran:Tak,zostawił Violę dla tej głupiej małpy,Natalii.Przecież wszyscy wiedzą,że jestes mądzrejsza i piękniejsza od niej i Ludmiły.
Ja:Ludmiła nie jest do tego chyba przekonana.
Camila:Ona poprostu boi się myśleć,że ktoś jest leszpy od niej.
Fran:Ona wogóle nie myśli.Nie ździwiłabym się ,gdyby nie wiedziała co to mózg.
Cami:Ciekawe,czy Ludmiła zauważyła,że Natii ma chłopaka.
Fran:Świnia swoim smrodem chyba wrzuca się w ..nos...
Po skończonej kolacji pozmywałyśmy i poszłyśmy do pokoju.
Ja:To co wybieracie?Zakład fryzjerski ,a może kosmetyczny?
Fran:Violu zwolnij.Jest dopiero 19:30.Na dwrorze jeszcze jest jasno.Pogadajmy.
Ja:Ok.A tak wogóle to co wczoraj chciałaś?
Fran:A,nic takiego.
Ja z Camii:No powiedz!
Fran:Miałam dwumiesięcznicę z Napem!

Komentujcie,proszę...

                                                        *W domu*
Kiedy weszłyśmy do domu,była 19:00.Zajrzałyśmy do kuchni.Wierciłyśmy po szafkach,lodówkach,szukając czegoś,co mogłoby nam posłużyć jako kolacja.Do kuchni weszła mama.
Mama:Pomóc wam w czymś,dziewczynki?
Ja:Poradzimy sobie-odparłam sucho.
Nadal byłam zła na rodziców.Zrezygnowana mama wyszła z kuchni.Nagle mnie olśniło,że uszykowałam frytki i nuggetsy.Wyjęłam z dolnej szafki cztery ,duże talerze-dwaa z frytaskami i dwa z nuggetsami.Kiedy jedzonko było już gotowe,usiadłyśmy wszystki razem przy stole w kuchni.Po długiej ciszy Camila odezwała się:
Camii:Ten Braco to świnia.

sobota, 22 czerwca 2013

Poszłam do piwnicy,żeby poszukać jakiegoś stoliczka.Wytarłam go i nałożyłam na niego obrus z kotkami (zawsze ,gdy Fran z Camii u mnie spały,bawiłyśmy się tym obrusem w różne zabawy).Potem poszłam do łazienki i wzięłam najróżniejsze kosmetyki.Trochę tuszu do rzęs , trochę cienia do powiek.Książki z biurka ,przeniosłam  na szafkę,a na ich miejsce wstawiłam kremowy obrus i kosmetyki.Tam ,gdzie była toaletka urządziłam "zakład fryzjerski".Spojrzałam na zegar.Była 17:30.Poszłam do łazienki ,uczesałam się i ubrałam.W tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi.Nie chciałam krzyczeć do rodziców: "Ja otworzę!",bo i tak ich nie było w domu-pojechali na lotnisko załatwić samolot.Otworzyłam.To była Francesca z Camilą.Przywitałam je mile i zaprosiłam do środka.Kiedy weszły do pokoju,krzyknęły:
-Violu,to tylko spanie,a nie imprezka.
Ja:Nie tylko spanie,ale i pożegnanie.
Fran:Co?Jakie pożegnanie?
Cami:Wyjeżdżasz?Kiedy?Na ile?
Ja:Nie chce o tym mówić.Jutro ,do Astralii na rok,później do Nowej Zelandii,też na rok.Następnie do Ameryki Północnej na pół roku.Łącznie nie będzie mnie nie całe trzy lata.
Nagle Fran ze łzami w oczach przytuliła mnie.Ja również poczułam smutek.
Ja:Ale słuchajcie.To ma być mój najpiękniejszy wieczór.

Fran i Camila:JASNE!! Nie zapomnisz go nigdy!!!!!! HAHAHAHAHAHAHA!!!!!

Camila:To może pójdziemy do parku?

Ja z Fran:Nie odmówimy.

                                              *W parku*
Kiedy weszłyśmy do parku,rzuciłyśmy się na naszą ulubioną ławkę.
Fran:No to , opowiadaj Violu.
Ja:No więc,najpierw jedziemy do Austarlii...
Fran:Nie o tym!!
Ja:No to o czym?
Fran:O twoim nowym chłopaku!
Cami:Violu,masz chłopaka?Nic nie mówiłaś.
Ja:Przestańcie!To nie jest mój chłopak!Nie jest w moim typie.
Fran:A kiedy go spotkałaś?Opowiadaj.
Ja:Wczoraj,jak cię odprowadziłam,poszłam do parku...(i tak opowiadałam).
Za  każdym razem mówiły "uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu".Gdy powoli wychodziłyśmy z parku,zauważyłam Braco z Natii.Szli w naszą stronę.Gdy byli już blisko,powiedział:
Braco:Witaj,Violu.
JA:Cześć
Kiedy trochę się oddalił,Fran z Camilą zapytały mnie:
Camii z Fran:Kto to był?
Ja:Yyyyyyyyy...Braco-byłam zawstydzona
Camii z Fran:Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu...nie mówiłaś,że to taki brzydki i spocony świnia.
Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Drugą część dnia spędziliśmy wszyscy w ciszy.Dwie godziny przed przyjściem przyjaciół poszłam do pokoju przygotowywać miejsce do spania.Najpierw poszłam do kuchni i wzięłam  chipsy,popcorn,płatki kukurydziane.Zrobiłam frytki i nuggetsy .

czwartek, 20 czerwca 2013

Komentujcie,czy Wam się podoba :)

                                                         *W Studio 21*
Weszłam do Studia i zaczęłam szukać Francesci.Jednak nie znalazłam jej.Stwierdziłam,że pójdę jeszcze raz do wejścia,do Studia.Niestety,tam jej nie było,ale za to ,zobaczyłam wchodzącego do Studia Braco.Stanęłam osłupiała i zobaczyłam ,jak pyta się Neli , czy widziała mnie.Spanikowałam,kiedy zobaczyłam,że idzie w moją stronę.Odwróciłam się szybko do niego plecami.
Braco:Hej,widziałaś może Violettę?
Ja:Nie-kiwnęłam głową.
Braco:A nie wiesz gdzie jest?-zadał kolejne pytanie.
Ja:Nie-znowu kiwnęłam głową.
Braco:A masz jej numer telefonu?
Ja:Co chcesz?-wybuchłam.
Braco:To ty Violetto?
Ja:Tak,to ja.Po co tu przyszedłeś?
Braco:Chciałem cię zobaczyć.
Ja:Zobaczyłeś.PA!
Braco:Violetto-dotknął mnie łagodnie na pliczku-wiem,że coś jest nie tak.powiedz.
Ja:(zdjęłam jego rękę z mojego policzka.W tej samej chwili zauważyłam Ludmiłe z Nati.Zmierzały w moją stronę.Wybuchłam szybko)Nie podobasz mi się.
W tej samej chwili Ludmiła do nas podeszła.Nie zdążyła nic powiedzieć,bo Nati wetknęła
:
Nati:Cześć,jestem Natalia.
Braco:Yyyyyyyyyyyyy...ja Braco.Violetto,żegnaj.To Nati jest miłością mego życia-odszedł z Natalią na bok.
Ucieszyłam się bardzo,bo mam go z głowy.Spojrzałam na Ludmii ,ona na mnie i zmierzyła mnie wzrokiem.Nie miałam ochoty z nią rozmawiać>ołałam ją i poszłam na zajęcia.
Kiedy weszłam na salę,rzuciła mi się w oczy Francesca z Napo.Szybko podeszłam do niej.Niestety,kiedy brałam wdechu,żeby do niej przemówić,do sali wszedł Gregorio (surowy nauczyciel). Powiedział tylko jedno słowo-"TAŃCZYĆ".Po 10 minutach do sali weszły dwa gołąbki-Natii i...Braco.Oczywiście Gregorio zacząl krzyczeć,że się spóźniła i było koniec zajęć.Teraz miałam 15 minut przerwy.Poszłam do sali śpiewu,pobyć chociaż sekundę sama.Włączyłam piosenkę i zaczęłam śpiewać.Kiedy piosenka się skończyła,dostrzeglam stojącą na progu Fran.Miała wesoła minę.Spojrzałam na zegar.Zostało 5 minut.
Ja:Przepraszam Francesca,poprostu jak cię odprowadziłam to poszłam do parku i spotkałam chłopaka,w domu nikogo nie było...Ochhhh......przepraszam.
Fran:Ok,a teraz chodź na lekcję.
Ja:Tak się cieszę,że mi wybaczyłaś.A może byś dzisiaj u mnie spała z Camilą?
Fran:Ok,dobry pomysł.
Ja:To przyjdźcie do mnie o 18:00.
Fran:Spoko.Zadzwonie do Camili.
Ja:Super!
                                         *W domu*
JA:Mamo,tato,dzisiaj może u mnie spać Camila z Francescką?Nie macie nic przeciwko?
Mama:Oczywiście Violu.Bedziesz mogła się z nimi ...pożegnać
Ja:Pożegnać?!Zaraz,o co tu chodzi?
Mama:Powiedz jej,Herman...
Tata:Mam ważne spotkania.Wyjeżdżamy do Austalii. Tam będziemy rok.Potem jedziemy,a raczej lecimy do Nowej Zelandii.Tam również będziemy rok.NA koniec bedzięmy w Ameryce Północnej,ale tam będziemy pół roku.
JA:(we łzach) jak wy mi to możecie zrobić?!Na nie całe trzy lata mam wyjechać?
Mama:Przykro nam.Nie możemy cię tutaj zostawić,nie mamy z kim.
JA:JA nie chce!!!
Mama:Nie da się nic zrobić-powiedziała przytulając mnie.
Nie wyobrażałam sobie trzech lat bez Camilii,Maxa,Francesci i Napa.

jeżeli ma pisać dalej piszcie komentarze!!

Tylko mama wie,że uczę się w Studio.Tata nie lubi,kiedy śpiewamy.
Ja:Poprostu odprowadziłam Fran do domu i chciałam być sama,więc poszłam do parku.Ja się usprawiedliwiłam.Teraz ty się tłumacz-powiedziałam podając jej list-przecież wiem,że to twoje pismo.
Mama:(zarumieniła się)jak będziemy same.
Spojrzałam na chłopaka.
Mama:Zaprosiłam go na obiad.
Chciałam krzyknąć "NIE!!!" , ale krzyknęłam tylko w duchu.Jeszcze tego mi brakowało.
Mama:Dobrze,więc pójdę przygotować obiad.
Zostałam sama z Braco.Olałam go i usiadłam się na łóżku,wzięłam mp4 i zaczęłam słuchać muzyki.Oczywiście zamknęłam oczy.Po 4 minutach poczułam czyjąś rękę opadającą na moją dłoń.Otworzyłam oczy i zobaczyłam Braco siedzącego naprzeciwko mnie.Wyrwałam moją rękę z jego ręki i ściagnęłam słuchawki,wyłączając przy tym muzykę.Wkońcu musiałam mu to powiedzieć:
-Słuchaj Braco...
Braco:(chwycił mnie za rękę)Podobasz mi się.Jesteś taka piękna.Przeprowadziłem się tu z ojcem.Byłem znużony,bo wiedziałem,że nikogo wyjątkowego tu nie znajdę,aż do spotkania z tobą.
Ja:Słuchaj Braco,ja...
Tym razem przerwała mi mama.
                                                           *Po obiedzie*
Braco:Może ja już sobie pójdę.
Mama:Ależ zostań jeszcze chwilkę.
Ja:Yyyyyyyy... Braco ma rację.Pewnie jest zmęczony.
Odprowadziłam go do drzwi,kiedy mama poszła do sypialni.
Ja:To pa-chciałam,żeby jak najszybciej wyszedł.
Braco:Żegnaj Violetto-powiedział,całując mnie w policzek.
Chciało mi się zwracać oj jego oddechu-było czuć cielęcinką.Otworzyłam mu drzwi i wyszedł.Wchodziłam do łazienki,by umyć policzek od zapachu cięlęciny,kiedy zauważyłam mamę schodzącą ze schodów na dół.Umyłam mydłem jogurtowym ,opłukałam i wytarłam.Wyszłam z łazienki i akurat mama siedziała na kanapie.
Ja:Mamo,wytłumacz się.
Mama:No bo...posłuchaj.Zauważyłam...
Nagle przyszedł tata.
Tata:Violu,słuchaj.Wybacz,poprostu myślałem,że coś ci sie stało.Nigdy do mnie nie dzwonisz.
Ja:Tato,słuchaj.Poprostu...
Spojrzałam na mamę.Musiał wiedzieć.
Mama:...poprostu zatęskniła za twoim głosem.
Ja:tato,nie.
Tata:Dziewczyny w twoim wieku wstydzą się wyjawniać swoich uczuć-powiedział przytulając mnie-ja też cię kocham skarbeńku.
Uśmiechnęłam się.
Tata:Dobrze , to idę się odświerzyć.
Gdy poszedł,zapytałam wprost:
Ja:Czemu?
Mama:Wiem,że z ojcem masz słabe kontakty.Chciałam to zmienić.Napisałam list w imieniu taty,żebyś wiedziała,że się o ciebie martwi.W tym czasie ty poczułaś ciepło w swoim sercu,a jak do taty zadzwoniłaś,to wręcz latał w skowronkach.
Ja:Mamo,ale ja wcale...
Przerwałam,gdy zobaczyłam tatę na schodach.
Tata:Co "wcale"?
Mama mnie obroniła.
Mama:Tłumaczy,że wcale...nie chce kolacji.
                                                             *Po kolacji*
-Dobranoc!-krzyknęłam ostatni raz.
Zamknęłam za sobą ddrzwi,włączyłam muzykę i zaczęłam do niej śpiewać.Wyszłam na balkon i popatrzyłam na chwilę w gwiazdy.Zrobiło mi się zimno ,więc weszłam do środka.Wzięłam tableta i właczyłam fejsa."Dwie wiadomości.Pierwsza-zaproszeniado grona znajomych od Braco.Drugie-wiadomość od Fran".Pierwszą wiadomość olałam ,a włączyłam drugą.
                   "CZemu nie odbierasz telefonów?!"
Przerwałam czytanie i spojrzałam na telefon.RZeczywiście,połączeń nieodebranych:10.Zaczęłam czytać dalej.
                  "Nie odzywasz się do mnie.Jesteś na mnie zła?"
Było już za późno na odpisywanie.Zmierzałam palcem do "wyloguj się".nagle dostałam wiadomość.O nieeeeeee!Braco Eptei.Pisze:
"Tak póxno i jeszcze jesteś?Powinnaś już iść spać.Jak się wyśpisz to będziesz jeszcze piękniejsza niż jesteś."
Odpisałam:
"Właśnie miałam się wylogować."
Nie czekałam na jego odpowiedź.Zgasiłam świtło i poszłam spać.
                                                   *Rano*
Kiedy się obudziłam wyszłam na balkon.Było ciepło,wręcz gorąco!Jak zawsze ubrałam się w spódniczkę i pierwszą lepszą koronkąwą bluzkę.Poszłam do łazienki i zrobiłam wszystkie potrzebna rzeczy.Wyszłam z pokoju i krzyknęłam:"Dzień dobry!".Zobaczyłam mamę i tatę siedzących przy stole.Zeszłam na dół i usiadlam przy stole.Śniadanie jedliśmy w ciszy.Gdy skończyłam jeść odeszłam od stołu i poszłam do pokoju po zeszyty i telefon.Kiedy byłam uszykowana,bez pożegnania wyszłam z domu do Studia 21.

środa, 19 czerwca 2013

Komentujcie!

-dziękuję.Czy my sie znamy?-z ledwością wydukałam.
-Nie znamy się,ale chce to zmienić.Jak masz na imię?-on miał więcej odwagi.
-Violetta-odpowiedziałam bez wahania.
-Śliczne imię,ja Braco.-sprawił mi przyjemność.
-Dziękuję.Muszę już iść.-powiedziałam tak szybko,jak tylko mogłam.
-Spotkam cię jeszcze kiedyś?-bałam się tego pytania.
-Nie wiem.Muszę już iść.-pożegnałam się.
                                                             ***
Gdy przyszłam do domu była cisza.Nie chciało mi się szukać tych osób,które uciekły,więc poszłam do pokoju.Zdjęłam torebkę i usiadłam przy biurku.Wciąż myślałam o tym... o tym...Bra... Brac O tak! Braco! Miał on blond włosy i czarne oczy.Ubrany był na sportowo i cały śmierdział potem.Najwidoczniej biegał.Myślicie teraz,że to będzie mój chlopak.Nie.Nie spodobał mi się.Znaczy,jest ładny,ale nie w moim typie.Bardziej w typie Natii.Gdy wyszłam z moich myśli,zauważyłam list leżacy na łóżku.Byłam ciekawa,więc podeszłam,wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać.
                       "Violetto,nie wracałaś długo,więc zacząłem się martwić.Wyruszyłem na poszukiwanie.
                         Jeżeli to czytasz,to znaczy,że jesteś w domu.Zadzwoń do mnie,żebym sie uspokoił.
                                                                                                                                       TATA"
Stwierdziałam,że poraz pierwszy ktoś się o mnie martwi.Przyjrzałam się bardziej listowi.Oczywiście!To nie było pismo taty,tylko mamy.Ale zadzwoniłamdo taty.Po trzech sygnałach odebrał:
Ja:Cześć tato.
Tata:Coś się stało?
Ja:Czemu pytasz?
Tata:Nigdy do mnie nie dzwoniłaś.Jak zobaczyłem ,że to ty,odebrałem,bo stwierdziłem,że skoro dzwonisz to coś ważnego.
Ja:Aha,a gdzie jesteś?
Tata:W samochodzie.Jadę na ważne spotkanie.
Ja:A nie wiesz gdzie jest mama?
Zadając to pytanie usłyszałam głos mamy wchodzącej po schodach.
Ja:Muszę kończyć,pa.
Nie czekając na odpowiedź , rożłaćzyłam się.W tej samej chwili do pokoju weszła mam z jakimś chłopaczkiem.Znałam go.To był Braco.Jednak teraz był ubrany w czerwoną koszulę i brązowe spodnie.Nie czułam potu,tylko zapach ładnych perfum.
Mama:Violu,gdzieś ty była?
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć,bo mama zasypywała mnie następnymmi pytaniami.
Mama:Wiesz,że martwiłam się o ciebie?!Szukałam cię wszędzie!Jak ty mogłaś mi to zrobić?!
Zastopowała,gdy zobaczyła,że patrzę się na chłopaka.
Mama:A ... to jest...yyyyyyyyy...
Chłopak:...Braco
Mama:A tak! Braco. Kiedy byłam i szukałam cię w parku oczywiście pytałam się wszystkich,czy widzieli cię.Gdy podeszłam do niego,powiedział,gdzie szłaś.
Braco:A jednak się spotkaliśmy.
Ja:Mamo,przecież wiesz,że byłam w Studio

Komentujcie,proszę

Mój ojciec nie wie,że uczę się w Studio.Myśli,że chodzę na zajęcia z histrii muzyki.Wracając do domu z Fran,natknęłyśmy się za Ludmiłę.
-Wiecie,że wam to się nie uda?-oczywiście musiała coś powiedzieć.
-Niby co?-byłyśmy ździwione.
-Chcecie zahipnotyzować Palbo-odpowiedziała.
-Słuchaj Ludmiła...-zaczęłam.
-...nie to ty posłuchaj.Udajesz aniołka przed innymi,ale przedemną nie musisz udawać.Doskonale wiem,że jesteś smarkatą babą-przerwała mi.
-Ludmiła,nie próbuję nikogo zahipnotyzować.Fran,idziemy do domu,czy słuchamy Ludmiły?-zapytałam.
-No cóż Violu,ja wiem co robię dobrze,a co źle.Ale Ludmi tego nie wie i radzę jej ,żeby się nad tym zastanowiła.-dokopała Ludmile Fran.
-HA!Jeszcze nie koniec!Ludmiła odchodzi.-pstryknęła nam przed oczami palcami,na znak ,że odchodzi.
Gdy odpowadziłam Fran,postanowiłam pójść do parku.Usiadłam na moim ulubionym miejscu (obok fontanny).Było mi pusto,więc zaczęłam śpiewać.Tak się wczułam,że zaczęłam tańczyć.Biegłam wokół drzew,śmiałam się z samej siebie.Gdy piosenka powoli dobiegała konca,postanowiłam obiec fontannę.Tak się wczułam,że zapomniałam o prawdziwym świecie.Gdy dobiegła ostatnia nuta,nie zauważyłam grupki dzieci ,które mnie popchnęły.Nie miałam się czego złapać,więc leciałam do tyłu.Kiedy byłam centymetr od wody,chwyciły mnie dwie męskie dłonie.Po uratowniu mnie,stanęliśmy naprzeciwko siebie.Poczułam wtedy takie... uczucie jagbym miała motylki w brzuchu.Nie wiedziałam co powiedzieć.

wtorek, 18 czerwca 2013

-No dalej Violu,bo spóźnimy się na zajęcia-pośpieszyła mnie Francesca.
-Już idę-odpowiedziałam jej.
                                                * w sali *
Gdy weszłyśmy do sali,zajęcia się już rozpoczęły.Pablo spojrzał na nas z miną niezadowolonego,ale byłyśmy przygotowane na najgorsze.
-Dziewczęta,więcej się nie spóźniać,dobrze?-zapytał Pablo.
Mimo ździwienia odpowiedziałyśmy:
-Oczywiście,więcej się to nie powtórzy.
Z góry wiedziałam,że Ludmiła zrobi z tego wielką aferę.I nie myliłam się.
-Pablo!nie wolno się spóźniać,a one właśnie to zrobiły.
-Ludmiła,ja tu decyduje.Obiecały się już więcej nie spóźniać-oświadczył Pablo.
Cześć!Mam na imię Violetta i jestem jedenaczką.Wszyscy mi mówią,żę mam ładny głos,ale ja w tym nic nie widzę.Według mnie mam taki sam głos jak wszyscy.Chodzę do Studio 21,gdzie uczę się gry na instrumentach,tańczyć i śpiewać.Mam tam koleżanki:Camilę i Francescę.Camila chodzi z Maxem ,a Francesca z Napem.Ja nie mam chłopaka.Mam również tam wrogów:Ludmiłę i jej "asystentkę" Natalie.Mój ojciec nazywa się Herman ,a moja mam Maryja.