Weszłam do domu, poszłam na schody. Już miałam nacisnąć klamkę do pokoju rodziców, ale mama krzyknęła:
-Violu, wyjeżdżamy!!
W tej samej chwili poleciała mi łza. Razem z Cami i Fran weszłyśmy do samochodu. Na lotnisko jechaliśmy w ciszy. Gdy dojechaliśmy do celu rodzice Fran i Cami już tam byli. Wszyscy z wszystkimi się przytulali. Gdy podeszłam do Fran i Cami, żeby się z nimi pożegnać, rozryczałam się jak mały bachor. Płakałam tak ,aż do chwili , kiedy lecieliśmy już godzinę. Potem zajęłam się słuchaniem muzyki z mp3, aż zasnęłam.
****
Gdy się obudziłam lecieliśmy nas Australią.
Ja: Tato, ile jeszcze polecimy?
Tata: Z pół godziny będzie...
Ja: A która jest godzina?
Tata: 19:15
Ja: Mamo, a gdzie będziemy mieszkać?
Mama: Wynajmujemy duży dom.
Ja: Aha...
Nagle znów zasnęłam.
*W Australii*
Obudziłam się,kiedy lądowaliśmy. Wyszliśmy z samolotu, wzięliśmy swoje bagaże i poszliśmy nie wiem gdzie. Tam czekał na nas lamborghini. Niczym się nie fascynowałam. Byłam zbyt zmęczona podróżą. Już miałam zasypiać, gdy dojechaliśmy na miejsce. Był to dom wysoki, ładny. Wzięłam swój bagaż i weszłam do domu, szukając mojego pokoju. W końcu znalazłam. Nie patrzyłam na nic. Umyłam się i weszłam do łózka. Była 22:30
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz